Z Małgosią i Przemkiem poznałem się przy filiżance czekolady. Była mroźna zima a gorąca czekolada świetnie równoważyła wszechobecny mróz. Choć do ślubu było jeszcze sporo ponad pół roku wiadomo było, że sesja plenerowa będzie miała charakter dość… hmm… lotny ;) Przemek – pilot – planował zabrać nas na zdjęcia trochę wyżej niż zykle ma to miejsce, lecz gdy po ośmiu miesiącach skutecznie uziemiła nas pogoda i było pewne, że od ziemi fizycznie się nie oderwiemy z pomocą przyszedł diabelski młyn :)

Spodobało Ci się? Zobacz też radosną sesję rodzinną z parku skaryszewskiego