Tak to się zdarza, że można nie być w jakimś miejscu przez całe życie, a później przyjechać tam dwa razy z rzędu, tydzień po tygodniu, przypadkiem. I tak właśnie było tym razem.

W Piszu byłem godzinę przed czasem. Chłodny, wrześniowy poranek przywitał mnie deszczem, który miałem nadzieję przeczekać na śniadaniu w hotelowej restauracji. Niestety moje modły zdały się na nic.
Dopiero uśmiechnięte twarze Marty i Tomka odczarowały pogodę i prawie nawet wyszło słońce ;)

Takiego uśmiechu życzę Wam przez całe życie!

Resztę niech opowiedzą zdjęcia.


Sometimes there happens a situation, when you couldn’t have been in some place through your life and later happen to visit it twice in a row, week after week, by chance. And that’s what happened this time.

In Pisz I was a hour before the set time. A cold September morning has welcomed me with a rain which I hoped to wait out by eating breakfast at the hotel’s restaurant. Unfortunately my prayers had no effect.

Only the smiles on Tomek and Marta’s face have dispelled the weather and the sun has almost risen.

I wish You such smile for entire life!

Let the rest be told in pictures.

Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek
Marta i Tomek